Męsko-damski problem, czyli… rozstępy

By stefan May 13th, 2012, under ciało, kosmetyki, trening

Kto jest najbardziej narażony na rozstępy?

Pozostaje sprawą dyskusyjną to czy rozstępy to bardziej męski czy też kobiecy problem. Trzeba uczciwie przyjąć, że dotyka obojga płci, choć zwykle w odmiennych sytuacjach. U kobiet czasami pojawiają się w okresie dojrzewania, ale najczęściej w czasie ciąży. Natomiast u mężczyzn głównie w okresach gwałtownego przyrostu masy mięśniowej. To zaś kojarzy się przede wszystkim z ćwiczeniami na siłowni.
Trzeba w tym miejscu od razu obalić jeden mit, który pobrzmiewa w tle niczym męczące brzęczenie natrętnego owada. Nie zawsze taki gwałtowny przyrost jest wynikiem przyjmowania niedozwolonych substancji, a konkretniej sterydów anabolicznych. Dobry plan treningowy, dobra dieta i jeszcze dodatek np. w postaci kreatyny, u niektórych mogą dać na tyle szybkie przyrosty, że rozstępy i tak się pojawią.
Skóra w związku z tym, że struktura kolagenowa z jakiej się składa jest bardzo ścisła i mocno splątana, rośnie znacznie wolniej niż mięśnie w fazie szybkiego nabierania masy. Podobnie będzie to zresztą wyglądać u pań w czasie ciąży. Tu również skóra nie nadąża za zachodzącymi zmianami.

Walka z rozstępami

Nie należy się oszukiwać. Walka z rozstępami nie jest łatwa. Im później się ją zacznie, tym mniejsze szanse na sukces. Wiele kremów czy rekomendowanych zabiegów sprawia, że rozstępy są mniej widoczne, ale tylko nieliczne niemal całkowicie je likwidują.
Więc jeśli ktoś wie, że ma tendencje do szybkiego łapania masy i planuje fazę intensywnych treningów, to powinien od razu zaopatrzyć się w jakiś dobry krem i stosować go w newralgicznych punktach. Znowu to samo odnosi się do pań w ciąży. Wprawdzie głównymi adresatami strony są panowie, ale akurat w tym wypadku, co zostało wykazane powyżej, panie też powinny się zainteresować tematem.
Jednym z rekomendowanych kremów na rozstępy jest Revitol Stretch Mark. To właśnie jeden z tych produktów, które wykazują wysoką skuteczność w walce z rozstępami, a co więcej ich skład został tak dobrany, by można go stosować w czasie ciąży i nie zagrażał dziecku. Nie chciałbym jednak, by mężczyźni uznali go przez to za „kobiecy kosmetyk”. Po siłowni sprawdza się równie dobrze. Jeśli komuś zależy na pięknej umięśnionej sylwetce, to nie powinny jej szpecić rozstępy. Czyż nie?

Sigmaskin – antyreklama

By stefan February 24th, 2012, under kosmetyki

Nowomowa, preferencje konsumentów i troska o klienta

W przeciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zmienił się bardzo asortyment męskich kosmetyków. Zmieniło się też samo podejście mężczyzn do tego tematu, by wreszcie posłużyć się modną teraz nowomową – zmieniające się oczekiwania konsumentów wpłynęły na podaż nowych produktów. Dziś każdy producent wychodzi naprzeciw preferencjom klientów poprzez innowacyjne.. ple, ple, ble, ble itd.
Kiedyś pisało się o przodującej roli PZPR na drodze ku lepszej przyszłości narodu, teraz mamy takie oto kwiatki. I to i tamto było marketingiem. Kiedy ktoś chce coś sprzedać zawsze twierdzi, że robi to dla naszego dobra. My czasem wierzymy bardziej, a czasem mniej.
Nie wiem, czy wyłamywanie się z tego nurtu kształtowania języka na potrzeby aktualnej sprzedaży jest rozsądne, czy nawet bezpieczne. Obawiam się, że nie. Tym samym, gdybym napisał, że nie zależy mi na dobru klienta, a tylko na opchnięciu określonego produktu nic bym nie zyskał. Może nawet nic nie sprzedał. Mogłoby być i tak, że wręcz odezwałyby się głosy wzburzonych potencjalnych klientów. Co to za chamstwo? Tak po prostu głośno się przyznać, że chce się na nich zarobić?
Cóż to ma być za gest? Dziś każda firma, w każdej reklamie zapewnia nas, że nie chodzi o nic innego, jak o nasze zdrowie czy wygodę. Myślą tylko o nas i o naszych korzyściach! Prowadzi nas ku lepszej przyszłości… Uff…
Wygląda na to, że ja osobiście do marketingu się nie nadaję. Nie mam w tej branży czego szukać. Oto zabieram się do pisania o linii męskich kosmetyków Sigmaskin i co mi wychodzi? Co najmniej niepochlebny felieton. Tekst raczej ironiczny niż zachęcający do użycia.
Mimo tego oczywistego falstartu będę kontynuował. Nie sądzę, by dobre męskie kosmetyki potrzebowały zapewnień, że wyprodukowano jest w trosce o nasze zdrowie i urodę. Niby po co? Jeśli producentowi zależy na nas, jako klientach, to i tak zadba o to, by takie były. Nie z troski, a z czystego egoizmu. Wyprodukuje coś beznadziejnego, co nie spełni tych „oczekiwań klienta” to już więcej tego nie kupimy i już. Nie musi się o nas specjalnie troszczyć. To niech zostawi matkom, żonom i kochankom!

Sigmaskin, czyli wynik troski o dobrą sprzedaż

Teraz do rzeczy. Wróćmy do tych męskich oczekiwań. Niewątpliwie mamy coraz większe. Także wobec kosmetyków. Mają nie tylko retuszować drobne mankamenty męskiej urody, mają je usuwać. Już nie tylko zapach, nie tylko lepsza cera, ale przykładowo walka z łysieniem. Zamiast iść do lekarza kupujesz linię kosmetyków Sigmaskin i co?
No i możesz się zdziwić! Bowiem faktycznie działają zgodnie z zapewnieniem producenta i pomagają zwalczać łysienie. Nie, nie Moi Panowie, współtowarzysze w testosteronie. Producent się o nas nie troszczy, ale wie, że jak dziś kupimy coś co okaże się bublem, jutro nic nie sprzeda.
Teraz zamiast podsumowania rzecz najważniejsza. Ci, którzy już kupili i stosują przekonali się na własnej głowie, że to działa, choć nikt się specjalnie o nich nie troszczył. Prawda, że dziwne?

Czy będę łysy?

By stefan January 4th, 2012, under Łysienie

Ważny „męski” temat

Być może to co napiszę zanadto odkrywcze nie będzie. Jednak niekiedy okazuje się, że rzeczy niby oczywiste wcale takie dla wielu ludzi nie są. Więc pozwólcie, że sklecę tu choć kilka słów. Gdy chodzi o „męskie” tematy, sporym zainteresowaniem cieszy się sprawa łysienia. Faktem jest, że czasy mody na dłuższe włosy u facetów już raczej minęły. Dziś większość woli obcinać się na krótko lub nawet na zero. Paradoksalnie jednak wzrasta lęk przed łysieniem.
Dziwna to zależność i nie do końca zrozumiała, ale skoro już jest spróbujmy przyjrzeć jej się nieco bliżej i zastanowić się komu grozi łysienia, a kto może spać spokojnie.
Pisałem czas jakiś temu o korelacji pomiędzy testosteronem, czy raczej DHT, a łysieniem. Dlatego teraz podaruję sobie wycieczki w stronę biochemii. Czy tak po prostu, bez zawiłych wywodów, bez badań itd., można wiedzieć, czy ma się skłonności do łysienia?

Oznaki łysienia

Sprawa jest nader prosta. Pierwszym wyznacznikiem jest ojciec. Skłonność do łysienia jest dziedziczna. Co oznacza, że jeśli ojciec wcześnie wyłysiał, to grozi to również synowi. Co do tego nie ma wątpliwości.
Drugi wyznacznik może wydać się nieco kontrowersyjny. Mało lub wcale się o nim nie pisze i nie mówi. Otóż im wolniej przebiega dojrzewanie chłopca tym większa szansa, że dłużej utrzyma się u niego bujna czupryna. Ci, którzy dojrzewają bardzo szybko, szybciej od swoich rówieśników, zwykle też w okolicach trzydziestego roku życia (nawet wcześniej) mają już niewiele włosów.
Jest to związane również z testosteronem i z jego konwersją do DHT. Mogę tylko spekulować, że są to panowie o wysokim stopniu takiej konwersji, a z racji, że nadmiar hormonów płciowych pojawia się wcześnie, mieszki włosowe nie zdążą się na nie uodpornić. Być może jest to teoria nieco naciągana, ale póki co obserwacje ją potwierdzają.
Czy więc ktoś, kto nie zaobserwował tych oznak może spać spokojnie? Na pewno mniejsze ma szanse na to, że wcześnie wyłysieje, ale niestety stuprocentowej pewności nie może mieć nikt z nas.

Najlepsza rada to profilaktyka

Na koniec dodam tylko, że te oznaki nie muszą oznaczać wyroku. Odpowiednio wcześnie prowadzona profilaktyka za pomocą sprawdzonych środków zapobiegających łysieniu, może znacznie przedłużyć życie naszej fryzurze, albo wręcz oddalić zupełnie widmo łysienia.

Mężczyzna przy porodzie i…

By stefan December 21st, 2011, under seks, trendy

Kobiecość i męskość pod znakiem zapytania

Zmiany jakie następują w społeczeństwie wymuszają również zmianę postaw życiowych u obojga płci. Nim rozwinę tę myśl pozwolę sobie na pewne uproszczenie i uwagę, którą niektórzy zinterpretują jako seksistowską. Trudno. Przez wieki sprawą męską były wojna i polowanie, a sprawą kobiecą rodzenie dzieci i opieka nad nimi.
Teraz dopiero pozwólcie, że wyjaśnię. Nie mam nic przeciw podziałowi obowiązków domowych. Nigdy nie wierzyłem w twardy podział na męskie i kobiece prace. Tym niemniej do pewnych daleko idących zmian w naszej mentalności podchodzę dość sceptyczne.
Czy kobieta może być wybitnym naukowcem? Ależ oczywiście! Czy może pracować na kopalni bezpośrednio na ścianie węglowej? Są takie panie, które pewnie dałyby sobie i tam radę, ale czy ja chciałbym mieć tak „kobiecą” partnerkę? Raczej nie. Domeną kobiet mimo wszystko pozostaje pewna subtelność i potraktuje to Drogie Panie jak komplement. Dlatego inteligentnej kobiecie powiem tak, od takiej z kilofem będę trzymał się z daleka.

Podział obowiązków a przesada

Całe to moje krótkie rozważanie ma nas uczulić na jedną prostą sprawę. Nie dajmy się zwariować. Nic się nie stanie złego, gdy mężczyzna ugotuje obiad dla całej rodziny, albo po nim pozmywa. No chyba, że jest kompletnym beztalenciem kulinarnym i lepiej do kuchni go nie wpuszczać.
Kobieta na siłowni robiąca ciężkie ćwiczenia? Oczywiście, że tak. Dopóki robi to bez wspomagania farmakologicznego nie ma obaw, by straciła swoją kobiecość. Może ją tylko poprawić.
Tylko nie zapominajmy, że jednak istnieją pewne określone formy zachowań, czy też różnice fizyczne, które sprawiają, że nie można dowolnie i bez zastanowienia zamieniać się rolami w każdej sytuacji. Trywialne będzie stwierdzenie, że facet dziecka nie urodzi!

Poród to wspólna sprawa?

Tak oto dochodzimy do sedna. Przyszła do nas moda na wspólne porody. Mężczyzna powinien towarzyszyć kobiecie podczas porodu, wspierać ją, czy nawet nie wiem… przejąć część bólu na siebie? Wybaczcie mój sceptycyzm.
Nie uważam również, że kobiety są bardziej wytrzymałe na ból i twarde niż mężczyźni. W dużej mierze zależy to od okoliczności, jak i od wychowania. Cały ten bałagan sprawia, że współcześni mężczyźni rzeczywiście są jacyś mało odporni. Jednak kluczowe są tu wspomniane okoliczności.
Pomijam już to ilu panów przy porodach mdleje. Potem także nimi musi się zajmować pielęgniarka czy lekarz, jakby mało mieli w tym momencie na głowie. Już samo to stawia cały pomysł pod wielkim znakiem zapytania. Głupotą i naiwnością jest sądzić, że facet przy porodzie może w czymś pomóc. Tylko przeszkadza. No chyba, że jest lekarzem.

Nowa moda i nowy problem

Ciekawe jest jednak co innego. Coraz więcej kobiet chce, by partner czy mąż byli przy nich w czasie porodu. Potem nagle te same kobiety zaczynają się skarżyć, iż przestają być atrakcyjne seksualnie dla swoich mężczyzn. Seks po porodzie przestaje być dla faceta czymś podniecającym.
I tu moje przemyślenia. Czy myśmy nie poszli już za daleko? Czy nie lepiej było wtedy, gdy mężczyznę na czas porodu się wypraszało? Czy to jest nam konieczne? Tylko w imię nowej mody i nowych teorii z kolorowych gazetek mamy sobie niszczyć życie intymne? Widocznie jest coś takiego w męskiej psychice, że nie powinien być obecny przy porodzie. Co nie znaczy, że ma się w tym czasie upijać…
Może znajdzie się ktoś kto mi napisze, że był przy porodzie swojej partnerki i było to dla niego wspaniałe przeżycie. Czy rzeczywiście? Nawet jeśli, to dla większości z nas takie nie będzie. Rozsądek i krytyczne myślenie, a nie powielanie wszystkich wzorców z Zachodu – na to bym stawiał.

Ksenoestrogeny

By stefan December 8th, 2011, under ciało, kosmetyki, testosteron

Coraz więcej problemów z potencją. Fakt czy marketing?

Napomknąłem niedawno o ksenoestrogenach, więc teraz pomyślałem, że warto temat nieco rozwinąć. Jest to o tyle ważne, że chyba nigdy w historii nie było tyle problemów z potencją. Nigdy też środki na potencję nie cieszyły się taką popularnością. Można wprawdzie dowodzić, że to jedynie wynik marketingu i łatwego dostępu, ale myślę, że to nie do końca prawda. W rzeczywistości spora część męskiej populacji pada ofiarą zaburzeń hormonalnych.
Zaburzenia te mają kilka przyczyn. Wszystkie praktycznie są związane z tym co jemy. Oczywiście potencja może być zaburzona także na tle stresów i lęków, ale tutaj pominę ten aspekt. Spójrzmy jak ma się sprawa z naszym odżywianiem.

Kilka słów o błędach w odżywianiu

Od lat trwa fanatyczna wojna z nasyconymi kwasami tłuszczowymi. Media bombardują nas informacjami o dobrych i złych tłuszczach. Każdy jest przekonany, że jedzenie masła, smalcu czy nawet mięsa, pogorszy mu zdrowie. Mimo, iż w rzeczywistości żadne rzetelne badania tego faktu nie potwierdzają. Boisz się cholesterolu? Więc wpadłeś w pułapkę. Bez cholesterolu nie ma hormonów płciowych, a więc i testosteronu. Brak nasyconych kwasów tłuszczowych w diecie, a zamiast tego duże ilości węglowodanów lub tych „dobrych” tłuszczów, to prosta droga nie tylko do zniszczenia sobie zdrowia, ale i impotencji.
Problem jest bardzo rozległy, tu tylko o nim napomykam. Kolejnym zagrożeniem jest wszechobecność soi w produktach pokarmowych. Chcąc cieszyć się dobrą potencją i zdrowiem trzeba raz na zawsze zapomnieć o sklepowych wędlinach. Tylko mięso lub własne wyroby. Również trzeba unikać wszystkiego co zawiera soję. Nie tylko znajdują się w niej związki przypominające estrogeny i dokładnie tak działające w męskim organizmie, ale także dochodzi do zaklejania jelit i awitaminozy.
Również duże ilości węglowodanów nie służą naszej męskości. O tym także warto pamiętać.

Inhibitory estrogenów?

Wszystko co napisałem o żywieniu jest tylko swego rodzaju wstępem do szerszego omówienia tematu. Nie robię tego w tym miejscu, bowiem pisałem o tym nie raz tutaj i na kilku innych stronach.
Teraz pragnę poruszyć sprawę ksenoestrogenów, czyli obcych związków, które w naszym organizmie naśladują estrogeny. Przy czym musimy sobie zdawać sprawę ze złożoności problemu równowagi hormonalnej. Piszę o tym, bo obecnie dość modne stają się inhibitory estrogenów. Sięga po nie wielu mężczyzn. Kieruje nimi proste rozumowania. Mniej estrogenów to więcej testosteronu. Zaś więcej testosteronu to lepsza potencja, większa muskulatura, mniej tkanki tłuszczowej itd. Nie do końca jest to prawdą.

Płeć i hormony

W sprawach płci nic nie jest takie proste ani oczywiste. Tak na poziomie fizjologicznym, jak i psychologicznym czy społecznym. Przyjmuje się, że testosteron to hormon męski, a estrogeny stanowią grupę typowo żeńskich hormonów. Tak nie jest. Dla dobrego funkcjonowania kobieta potrzebuje trochę testosteronu, a mężczyzna estrogenów. Problem zaczyna się wtedy, gdy jest tego za dużo.
Spójrzmy na to z męskiej strony płotu. Brak estrogenów to kłopot z potencją, przy okazji też ze stawami. Zbyt dużo estrogenów, również kłopot z potencją oraz nadwaga. Jeśli tłuszcz zbiera się w okolicy ud i pośladków, to właśnie świadczy o nadmiarze estrogenów. To problem najczęstszy, bowiem bez stosowania specjalnych inhibitorów nie musimy się martwić, ze mamy za mało estrogenów.

Tworzywa sztuczne

Wspomniałem już o jedzeniu. Jednak nie bez znaczenia będzie to, jak jedzenie jest pakowane. Tu właśnie dochodzimy do owych tytułowych ksenoestrogenów. Niektóre tworzywa sztuczne, także folie, sprawiają, że w żywności zachodzą szczególne reakcje. Ksenoestogeny przenikają do zapakowanych w nie pokarmów. Duże znaczenie ma także temperatura. Im większa, tym bardziej te zjawiska się nasilają.
Tak więc nie wystarczy patrzeć na to co się je, ale również na to w co pożywienie zostało zapakowane. Choć może to wydawać się kłopotliwe, np. w związku z śniadaniem do pracy, ciągle bezkonkurencyjne pozostają szkło i papier.

Ksenoestrogeny w kosmetykach

Trudno rozstrzygnąć w jakim stopniu wpływ na nasz organizm mają ksenoestrogeny z kosmetyków. Teoretycznie niewielki, bo przecież nie zjadamy pasty do zębów i nie pijemy szamponu. Jednak część tych substancji przenika do organizmu. Na razie brak wystarczającej ilości badań, by napisać coś więcej. Nikomu też nie zależy na przeprowadzaniu takich badań. To chyba zrozumiałe. Jeśli jednak chcemy zmniejszyć ryzyko, można zainteresować się kosmetykami organicznymi.
Nie możemy też popadać w paranoję i we wszystkim wietrzyć niebezpiecznych dla naszej męskości substancji. Niemniej warto poświęcić temu choć trochę uwagi.

„Najlepiej to się mają łysi…”

By stefan December 4th, 2011, under testosteron, Łysienie

Różne spojrzenia na łysienie i długość włosów

Nie wiem, czy wszystkim znane jest to przekorne powiedzenie – „Najlepiej to się mają łysi, nic im nie stoi, nic im nie wisi”. Można to oczywiście różnie interpretować, ale nie bądźmy nadmiernie złośliwi. Był taki czas, że łysina wydawała się dodawać atrakcyjności seksualnej mężczyźnie. Teraz trendy się zmieniają, a przynajmniej takie można odnieść wrażenie.
Ciekawe jest, na ile wpływ na to miały badania nad łysieniem i związkiem testosteronu z wypadaniem włosów u panów? Jednak nie uprzedzajmy faktów, do tego elementu układanki dojdziemy za czas jakiś.
Niełatwo jest określić, jak się lepiej wypadnie. Bez włosów, czy raczej z włosami. U kobiet mimo różnic poglądów na temat długości, czy całej gamy fryzur, jakie się przewinęły przez epoki, jedno zawsze było oczywiste. Kobieta włosy na głowie mieć musi. To dopełnienie i kropka na „i” całej jej urody i seksapilu. Mężczyzna może nie być zadowolony z utraty włosów, ale jakoś to przeżyje. Dla kobiety łysienie zawsze jest poważną tragedią.
Teraz musimy zauważyć jeszcze jeden trend, który w zasadzie się utrzymuje od wielu lat. Młodzi ludzie ćwiczący na siłowniach zwykle obcinają się bardzo krótko, czasem zupełnie na zero, po to, by w ten sposób podkreślić swoją muskulaturę. To wizualnie ma pewien sens. Faktycznie im krótsze włosy, tym człowiek wydaje się większy. Jest to umiejętna manipulacja proporcjami. Pomijam w tym miejscu łysienie spowodowane zewnętrzną podażą sterydów androgennych, bo uważam, że jest to krzywdzący stereotyp. Nie każdy kto trenuje na siłowni musi od razu korzystać z takich środków. Rzecz jasna nadmiar androgenów może spowodować utratę włosów…

Obawy przed leczeniem łysienia

Widać więc wyraźnie, że trudno jednoznacznie stwierdzić, czy łysienie jest czymś czym warto zawracać sobie głowę, czy też nie. Wielu panów w głębi serca chciałoby zachować swoje włosy, ale są przekonani, że nic się nie da zrobić i dlatego traktują to jak dopust boży. Trzeba jakoś żyć dalej.
Niechęć budzi też myśl, by z takim problemem udać się do lekarza. Po pierwsze dziś nawet z poważnymi chorobami coraz trudniej dostać się specjalisty i otrzymać realną pomoc, a po drugie działa tu stare przekonanie, że wszystkiemu winny jest testosteron. Tym samym kojarzy się takie leczenie z obniżeniem poziomu tego hormonu, a tym samym spadkiem potencji.
Kiedyś rzeczywiście tak myślano i w ten sposób próbowano leczyć łysienie. Dziś już większość lekarzy wie, albo przynajmniej wiedzieć powinna, że problem jest nieco bardziej złożony. Musimy więc wyjaśnić w miarę prosto cały mechanizm, jednocześnie robiąc to w taki sposób, by nie wyszedł z tego skomplikowany wykład z biochemii przeznaczony tylko dla wtajemniczonych.

Kilka słów o przyczynach łysienia typu męskiego

W naszym organizmie testosteron konwertuje częściowo w inne hormony. Między innymi także w estrogeny. Wbrew obiegowym opiniom, niewielka ilość estrogenów jest mężczyźnie potrzebna i bynajmniej hormony te nie występują tylko i wyłącznie u kobiet. Bez nich nasze kości byłyby bardziej łamliwe, jak również – i to jest najciekawsze – mielibyśmy problemy z potencją. Kłopoty zaczynają się dopiero wówczas, gdy tych estrogenów jest za dużo. Może do tego dojść na skutek zewnętrznej podaży sterydów (zjawisko aromatyzacji), o czym pisałem powyżej lub przez nadmiar fitoestrogneów w diecie. Musimy więc uważać na fasolę, a już zupełnie unikać soi. Osobnym tematem są także ksenoestronegny.
Jednak nie to jest istotne dla tego wywodu. O wiele ważniejsza z punktu widzenia omawianego tematu jest konwersja w DHT, czyli dihydrotestosteron. Do konwersji dochodzi do pod wpływem enzymu 5-alfa-reduktazy. DHT jest o wiele silniejszym hormonem niż jego prekursor. Jest więc silnie anaboliczny i silnie androgenny. U pewnej części mężczyzn nie powoduje negatywnych skutków. U innych niestety tak. Do tych negatywnych skutków zaliczamy przede wszystkim przerost prostaty i wypadanie włosów.
Musimy jednak odnotować, że wysoki poziom DHT nie oznacza automatycznie wspomnianych problemów. Tu już wkraczamy na pole uwarunkowań genetycznych. Część populacji ma na tyle wrażliwe mieszki włosowe, że DHT powoduje u niej łysienie. Ważne będzie także, które z receptorów komórkowych wychwytują ów hormon. Od tego zależy i stan naszego owłosienia i ogólnie zdrowie. Zgodnie z obecnym stanem wiedzy nie mamy na to wpływu. Sprawa została przesądzona znacznie wcześniej.

Jak ominąć lub rozwiązać problem?

Napisałem, że na reakcję naszego organizmu na DHT nie mamy wpływu. To prawda. Jednak jest pewne okno możliwości, które możemy wykorzystać. Wcale nie jesteśmy tak bezsilni, jak mogłoby to się wydawać na pierwszy rzut oka.
Możemy zastosować substancję, która po pierwsze przyhamuje konwersję testosteronu w DHT poprzez zablokowanie wydzielania enzymu 5-alfa-reduktazy, a po drugie będzie chroniła same mieszki włosowe przed niszczącym wpływem DHT. Takie rozwiązanie ma też ten plus, że nie odbije się na naszej potencji, a pośrednio również ochroni prostatę. Pytanie tylko, czy taka substancja istnieje? Oczywiście skoro o niej piszę, to łatwo się domyślić, że odpowiedź brzmi – tak. Tą substancją jest coraz bardziej popularny minoxidil Produkuje się sporo preparatów na jego bazie, zarówno do użytku zewnętrznego, jak i wewnętrznego. Często są one wzbogacane o inne składniki działające jako silne inhibitory wspomnianego enzymu. Do takich substancji należą przykładowo związki znajdujące sie w jagodzie Saw Palmetto (kwas oleinowy i kwas azelainowy).

Dobrze, czy źle być łysym?

Być może łysi nie mają się źle. Może nawet dla pewnej grupy kobiet będą bardziej atrakcyjni. Przyznam, że trudno czasami zrozumieć kobiece gusta, my mężczyźni jesteśmy pod tym względem mniej skomplikowani. Niemniej jeśli komuś wypadanie włosów przeszkadza i uważa, że raczej psuje mu urodę – może wypróbować opisany powyżej sposób.
Na koniec dodam od siebie jeszcze jedną uwagę. Pewien wpływ na to, czy łysina jest atrakcyjna czy nie ma kształt głowy. Niektórym po prostu nie pasuje i to oni wraz z utratą włosów stają się mniej atrakcyjni. Być może obiektywna ocena przed lustrem pomoże nam podjąć decyzję. Robić coś z tym łysieniem, czy też nie…

Zrób coś wreszcie z tym testosteronem!

By stefan November 19th, 2011, under seks, testosteron

Luźne refleksje na temat męskiego hormonu

Tak sobie siedzę i myślę. Bynajmniej nie dlatego, że nie mam co robić. Raczej to sprawka pogody i pewnych wydarzeń, które zaszły ostatnio, a o których tutaj nie będę się rozpisywał. Przypadkiem moja refleksja skupiła się wokół samej nazwy tej strony – testosteron. Pewnie już zauważyliście, że to modne słówko. Niektórzy szukają informacji, jak zwiększyć jego poziom, a zdarza się, że staje się on symbolem męskości w negatywnym tego słowa znaczeniu. Czasem z odcieniem humoru.
Wprawdzie popieram ruch feministyczny, przynajmniej w jego zdrowych odmianach, ale też uważam, że sprowadzanie całej męskości do testosteronu i jeszcze robienie nam z tego powodu zarzutu, dobrze nie świadczy o niektórych przedstawicielkach tego ruchu. Zwykle też powtarzają go panie, które nie splamiły się nigdy krytycznym myśleniem. Bez urazy, ale tak to wygląda!
Dziś nie o tym. Bardziej chciałbym napisać coś więcej o pierwszym z wymienionych problemów. Podobnie, jak bezkrytyczne bluzganie testosteronem, jak słowem obelgą, tak również drażni mnie ta część męskiej populacji, która, by ująć to obrazowo zachowuje się jak niedoświadczona nastolatka: „Chciałbym, ale się boję”. Może jeszcze lepiej byłoby: „Chciałbym, ale mi się nie chce”….

Czas coś z tym zrobić!

Możecie się dziwić. Co mnie właściwie złości? Te niekończące się dyskusje o testosteronie, a jednocześnie niechęć do zmiany pewnych nawyków. Jeśli nie poprawisz swojej diety, nie zmniejszysz ilości węglowodanów na rzecz białka i tłuszczów zwierzęcych, jeśli nie będziesz unikał soi i olejów roślinnych, to nie dziw się, że masz niski poziom testosteronu.
To samo dotyczy trybu życia. Jeśli ciągle siedzisz i wszędzie jeździsz samochodem, jeśli zawsze używasz windy zamiast schodów, jeśli nie uprawisz sportu, jesteś na dobrej drodze do impotencji. Tu nie ma wymówek.
I jeszcze jedno. Jeśli to co napisałem powyżej nie pomoże, bo zbyt długo lekceważyłeś sprawę, to są jeszcze dobre środki pobudzające produkcję testosteronu. Jedna kuracja i wszystko wygląda całkiem inaczej. Niektóre z nich można nabyć bez recepty. Zerknij choćby na taki Testrogain. Kompozycja minerałów, ziół na potencję i aminokwasów, może zdziałać cuda.

Pora ruszyć się z fotela

Możesz nadal siedzieć i uważać, że nic już nie poprawi Twojego życia seksualnego. Możesz nadal niszczyć własne zdrowie. Możesz dalej przeglądać strony o testosteronie i wzruszać sceptycznie ramionami. Na mnie to nie zadziała. Pewnie, że nie. Dopóki nie ruszysz się z fotela i nie zrobisz czegoś konkretnego. Jeśli właśnie Cię rozdrażniłem to dobrze. Wykorzystaj teraz swoją złość i zmień coś w swoim życiu. By jeszcze bardziej zwiększyć efekt, dodam – bądź mężczyzną! Przestań się na sobą rozczulać i zacznij działać!

Mężczyzna a alkohol

By stefan October 22nd, 2011, under potencja, testosteron

Wino dla snobów

Pisując takie teksty jestem skazany na ostrą krytykę lub na milczące oburzenie. W erze snobistycznej mody można pisać o dobrych winach. Taki temat jest całkiem przyjaźnie witany. W podobnym stylu prowadzi się nawet programy telewizyjne. Wiadomo – świat biznesu, wyrafinowanie gustu i smaku itd., itp.
Natomiast pisanie o piciu mocnych alkoholi nie jest dobrze widziane. No chyba, że będzie wyrażało wyraźną ocenę moralną. Negatywną rzecz jasna. Picie wódki jest złe i koniec. Czasem jakoś jeszcze obroni się stary poczciwy koniak, ale reszta to już nic dobrego.
Nie jestem wcale przeciwnikiem picia wina, choć od kilku lat moje gusta zdecydowanie skłaniają się właśnie ku mocniejszym trunkom. Zresztą winem też można się schlać jak przysłowiowa świnia i narobić niezłego bałaganu. Wiem, wiem. Wino pije się delektując… Tak, tyle, że dobrym mocnym alkoholem też można się delektować. Więc nie chodzi mi o wina, a raczej o te snobistyczne zacięcie.
Jeszcze jedno wyjaśnienie, by potem już można było spokojnie przejść do dalszych rozważań. Nie każdy kto pije wino musi od razu być snobem, ale mimo wszystko jest ich sporo.

Wobec grozy prohibicji

Mam nadzieję, że to co napisałem powyżej wskazuje jasno, iż nie chodzi mi o propagowanie picia wódki na zasadzie chlup w ten głupi dziób, czyli kieliszek za kieliszkiem, byle szybciej, byle więcej. Takiego picia bynajmniej nie popieram.
Zresztą musimy tu zatrzymać się nad innym problemem. Bardzo często usłyszeć można o społecznych skutkach nadużywania alkoholu. No właśnie – trzeba zobaczyć istotną różnicę między używaniem a nadużywaniem, bo o to się wszystko rozbija. Większość ma problemy z rozróżnieniem tych dwóch rzeczy.
Wprawdzie miałem aż zanadto okazji widzieć, te niszczące skutki społeczne, ale nie oznacza to, że mam ochotę popierać jakieś restrykcyjne przepisy dotyczące sprzedaży alkoholu. Odnoszę bowiem wrażenie, że wprowadzenie takowych byłoby aktualnej władzy bardzo na rękę. Alkohol od 13.00 już przerabialiśmy. Wszyscy wiedzą co z tego wynikało, a starsi nawet pamiętają, gdzie były wówczas okoliczne meliny. Dlatego też nie życzę sobie filmowania swojej skromnej osoby w dziale monopolowym. Wystarczy, że dokładam do interesu haracz w postaci akcyzy.
Mąż po alkohol zadźgał żonę, spili się i… Pełno mamy podobnych doniesień. Są tragiczne i świadczą właśnie o nieumiejętności picia. Niektórzy faktycznie nie powinni wcale pić, skoro nie potrafią się kontrolować. Jednak nie oznacza to, że ja osobiście mam jakoś szczególnie cierpieć z ich powodu, czy odpowiadać za ich głupotę. Brać na siebie wszelkie sankcje ograniczające dorosłym osobom zakup alkoholu. Równie dobrze należałoby zakazać kupowania noży kuchennych.

Alkohol a testosteron

Zajmijmy się jednak czymś przyjemniejszym. Takim właśnie kontrolowanym piciem mocniejszych trunków. Jak to się ma do naszej męskości i czy w ogóle jakoś się ma? Z jednej strony każdy kto cokolwiek w życiu wypił będzie przekonany, że alkohol ma pozytywny wpływ na jego potencję. Zaś z drugiej strony wszyscy lekarze uparcie twierdzą, że jest dokładnie odwrotnie. Alkohol obniża poziom testosteronu i tym samym raczej pogarsza sprawność seksualną.
Prawda jak zawsze leży pośrodku. Niewielka dawka alkoholu nie ma aż tak drastycznego wpływu na poziom testosteronu. Za to sprawia, że w kontaktach z płcią przeciwną stajemy się bardziej śmiali. Oczywiście tu znowu trzeba pokreślić, że jeśli ktoś nie potrafi nawiązać relacji z kobietą bez alkoholu, to raczej niech się za to nie bierze za jego pomocą.
Nie ma jednak nic złego w uprzyjemnieniu sobie od czasu do czasu wieczoru jakimś konkretnym drinkiem. Można to zrobić we dwoje, albo w większym gronie. Czasem można i samemu. To dobry moment na przemyślenia. Jeśli tylko nie oznacza, że pije się codziennie. Bo to już sygnał, że przechodzimy od używania do nadużywania.

Mocne „męskie” trunki

Mocne trunki są zwykle kojarzone z mężczyznami. Panie zazwyczaj wolą coś łagodniejszego, choć nie jest to bezwzględna reguła. Czemu tak jest? Czy stoi za tym ten sam stereotyp określający twardego faceta pijącego najmocniejsze z możliwych drinków? Może do pewnego stopnia tak. Może jednak my po prostu je lubimy?

Ta wkurzająca potencja!

By stefan October 14th, 2011, under potencja, seks, testosteron

Normalni faceci zamiast ogierów

Pewnie spodziewacie się kolejnego artykułu o męskiej potencji. takiego, jakich pełno w internecie. Można je podzielić na dwa rodzaje. Pierwsze to wulgarne opowiadanka i przechwałki takich co to uważają się za niespożyte ogiery. Seksu najczarniejsze demony. Druga kategoria mieści w sobie te wyważone, pełne niby naukowych określeń. Jest w nich dużo zrozumienia dla mężczyzn mających problemy z erekcją, czy też wytryskiem przedwczesnym itd. itp. Delikatnie naprowadzają na konkretny środek, który ma te problemy rozwiązać.
Więc od razu zaznaczam, Nic z tych rzeczy. Nie mam ochoty pisać ani tak ani tak. Nie będę Was przekonywał, że mogę dziesięć razy w ciągu jednej nocy. Nie będę też pochylał się pełen współczucia nad problemami z potencją. Cóż! Do diabła. Ta wkurzająca potencja! To mnie drażni i jednocześnie inspiruje. Od razu też dodam, że nie będę na nic delikatnie naprowadzał. Nachalnie napiszę co myślę i co proponuję. Reszta to już Wasz wybór.
Tyle się o tym pisze, tyle nad tym dywaguje. Zawsze albo chodzi o tych co to mogą za dużo, albo o tych co mogą za mało. Co z resztą? Przecież są jeszcze tacy faceci co nie mogą ani za dużo, ani za mało. Nie! Nie zrozumiecie mnie źle. Nie chodzi mi o przypadki całkowitej impotencji!
Mam na myśli takiego sobie przeciętnego faceta. Przeciętnego, gdy chodzi o „osiągnięcia” seksualne. Może raz, czasem dwa razy na dzień. Nie jest to może powód do dumy, ale też nie jest jeszcze powodem do zmartwień. Kłopot się zaczyna, gdy partnerka chce 4 razy na dzień lub raz na miesiąc. Taaak. Wtedy mamy pewną niezgodność temperamentów….

Zawsze chce, a nie zawsze może… – męska potencja w praktyce

Spójrzmy na to z nieco innej perspektywy. Kobieta ma ochotę podobnie ja mężczyzna raz na dobę. Więc nie ma problemu. Z drugiej strony, gdyby było więcej razy to bynajmniej nie byłaby z tego powodu nieszczęśliwa. To samo dotyczy mężczyzny. Któż nie lubi seksu? Któż z nas czasem się nie wkurza, gdy organizm nie nadąża za chęcią? Chciałbym częściej, więcej, a po prostu nie mogę.
Może to nie jest jakieś wielkie nieszczęście. Nawet nie problem. Jednak trochę szkoda! No właśnie. Ta wkurzająca potencja! Pewnie musiałbym teraz napisać sporo o diecie i trybie życia, które poprawiają wydolność seksualną. Bo faktycznie poprawiają. Jeśli jesz za mało białka i tłuszczu, wpychasz tony węglowodanów – zamiast mięsa zajadasz sojowe wędliny – nie licz na dobrą potencję. Raczej spodziewaj się impotencji. To samo będzie z trybem życia. Im więcej siedzisz na krześle, a mnie się ruszasz, tym mniej pożytku będzie z Ciebie w sypialni.

Dość kontrowersyjne o środkach na potencję

Tyle na razie musi wystarczyć. Nie mam ochoty w tym momencie bardziej rozwijać tego tematu. Nawet odżywiając się idealnie i trenując cokolwiek, natury nie przeskoczymy. Jak możesz teraz raz, to nie licz na to, że będziesz mógł za tydzień po 10 razy. Śmiem w to wątpić.
Chciałbym natomiast skupić się na kwestii trochę kontrowersyjnej. Mianowicie na środkach na potencję. Przypominam, że omawiany tutaj przypadek dotyczy normalnego faceta, który nie ma większych problemów, by tę jedną erekcję na dzień uzyskać i wykorzystać wszystkie tego konsekwencje.
Czy w takim wypadku warto brać jakieś środki? Powiedzmy taki vialafil? Wszyscy jak jeden mąż i jedna żona, powiedzą Wam, że nie warto. Niby po co. Jest dobrze. Natomiast ja ośmielam się twierdzić, że to czy jest dobrze czy nie, to rzecz względna. Czemu? No właśnie… ta wkurzająca potencja. Może po prostu niekiedy człowiek chciałby zaszaleć. Spędzić upojną noc i móc przynajmniej te 4-5 razy. Czemu nie? Bo inni tak twierdzą?
W tym miejscu musimy sobie wyjaśnić dwie rzeczy. Po pierwsze są środki na potencję szkodliwe i nieszkodliwe, czyli nie dające skutków ubocznych. Na przykład viagra jest bardzo dobra i skuteczna, ale daje też tzw. niepożądane objawy. Zaś taki vialafil też jest skuteczny, ale póki co żadnych skutków ubocznych nie ma.
Druga sprawa odnosi się do naszej psychiki, jak i psychiki naszej partnerki. Taka dzika upojna noc, raz na jakiś czas podniesie nasze poczucie własnej wartości, znacznie obniży poziom stresu, a co ważniejsze może mieć dobry wpływ na jakoś relacji. Nie tylko w aspekcie seksualnym.
Co z tego wynika? Dla mnie tyle, że nie mam ochoty słuchać rad moralizatorów. Nie namawiam też nikogo, kto nie ma poważniejszych problemów z potencją do brania na okrągło takich środków. Jednak nie widzę przeciwwskazań do tego, by raz na kilka miesięcy lub nawet kilka tygodni pozwolić sobie na takie szaleństwo. Sami zobaczycie, jak to wszystko zmienia, jak poprawia samopoczucie. Wybaczcie banał – świat od razu jawi się w jaśniejszych barwach!
Jeśli tyle plusów może dać nam taki vialafil, a nie ma środków ubocznych, to czemu z tego nie skorzystać. Musicie zrozumieć, że to nie jest prosty artykuł reklamowy, choć dla wielu może się takim wydawać. To jedna z opcji dostępnych wtedy, gdy masz ochotę krzyczeć: Ta wkurzająca potencja!
Ja czasami mam. Nie jestem internetowym ogierem. W sieci łatwo się chwalić tym ile razy było, ile kobiet się miało, ile to wyciska się na klatę… Ha! W życiu zazwyczaj wygląda to nieco inaczej. Jakby mniej widowiskowo.

Był sobie testosteron cz. 3

By stefan October 13th, 2011, under testosteron

Genesis (wersja nieoficjalna)

Widział Bóg, że wszystko co stworzył było dobre. Przynajmniej tak mu się wydawało na samym początku. Później stracił orientację, a w raz z nią zainteresowanie tematem. Poszedł sobie stwarzać inne światy i powielać stare błędy.
Nie stracił zainteresowania diabeł (bo sam nie mógł stwarzać nic nowego), który pomieszał dobro ze złem tak, iż nikt już nie wiedział, co i jak być powinno. Zstąpił na ziemię rozsiewając zwątpienie i niepewność. Mężom silnym miecz wypadał z ręki, a niewiastom kądziel. Zgolili mężni brody, a niewiasty za broń porwały. Nadeszły ciemne czasy, w których zakwestionowana miała być męskość i niebiańskie pochodzenie testosteronu…

Jakich chcą nas kobiety?

Co właściwie z tego wszystkiego wynika? Dla nas mężczyzn? Pośrednio także dla kobiet. Można być zagorzałą feministką, nawet tak skrajną, by mężczyzn nienawidzić i posądzać ich o całe zło tego świata, ale nie można żyć ignorując ich całkowicie. Paniom również powinno zależeć na tym, by mężczyźni byli… No właśnie. Jacy?
Nie wiem, czy kobiety potrafią na to pytanie odpowiedzieć. Nie jest to bynajmniej żaden przytyk. Proponuję Drogie Panie, byście dały mi pewien kredyt zaufania i jeszcze choć przez chwilę się na mnie nie obrażały. Nieraz sam doświadczałem swoistego fenomenu. Deklarowany feminizm i twarde stanowisku w wielu sprawach, lecz gdy przychodziło do podejmowania konkretnych decyzji, a ja starając się okazać szacunek dawałem wolną rękę kobiecie, bylem od razu krytykowany, że nie potrafię sam podjąć tej decyzji – jak prawdziwy mężczyzna. Więc jak to jest?
Jeszcze inny przykład. Jest dość powszechnie wiadomo, że panie deklarują, iż cenią u mężczyzny wrażliwość i delikatność, a potem znajdują sobie za partnera największego łobuza w okolicy, który na pewno nie szczyci się wyżej wspomnianymi cechami. Więc znowu muszę zapytać – jak to jest? Czego Wy od nas naprawdę oczekujecie?

Jacy w końcu mamy być?

Nie możemy mieć za złe kobietom tej ambiwalencji. My – co oznacza: my mężczyźni – też nie bardzo wiemy, jacy mamy być. Jacy chcielibyśmy być. Możemy wprawdzie zrzucać winę na społeczeństwo, które chce nas widzieć jednocześnie agresywnymi brutalami i wrażliwymi, opiekuńczymi osobami. Ha! Jak to wszystko pogodzić?
Czy faktycznie każdy z nas w głębi duszy chce być nieustraszonym bohaterem? Wielkim wojownikiem? Takim, który po wielu trudach i przezwyciężonych niebezpieczeństwach ratuje ukochaną, by w ramach nagrody wyczytać błysk zachwytu z jej oczu? No może i potem coś więcej ponad błyskiem w ramach nagrody!
Patrząc krytycznie można takie podejście uznać, za marzenie niedojrzałego nastolatka. Pewnie tak jest. Co jednak w zamian? Spróbujmy. Obowiązkowy. Odpowiedzialny. Zawsze można na nim polegać. Potrafi zadbać o siebie i o rodzinę. Można mu zaufać. Wysłucha, gdy trzeba. Tak! U wielu kobiet pojawi się teraz łagodne potakiwanie głową. Oto chodzący ideał. Czy jednak na pewno? Trochę nudny ten obrazek. Nie piszę tego tylko z męskiego punktu widzenia. Każda z pań dojdzie po jakimś czasie do podobnego wniosku.
Należałoby dodać do tej wyliczanki jeszcze jedną cechę. Zabawny. To modne określenie używane w ostatnich latach przez kobiety na określenie interesujących mężczyzn. Przyznam, że nie jestem pewny co ma ono ostatecznie oznaczać. Jak się zakwalifikować do tej kategorii? Robiąc z siebie pajaca? Może błyskając dowcipem? Okazuje się, że wcale nie.
Gdy próbujemy być zbytnio błyskotliwi, znów natrafimy na krytykę. Dowiemy się wtedy, że niczego w życiu nie traktujemy poważnie. Nie ma w nas zrozumienia dla tego co kobieta przeżywa… Heh. Zwariować można. Tak źle, a tak niedobrze.

Przestać się przejmować!

Napisałem ten cykl artykułów właśnie dlatego, że jakby się na sprawę nie zapatrywać, jaki model męskości nie starać się realizować, to i tak będzie źle i będziemy zawsze krytykowani. Wracamy do owego powiedzenia, że wszyscy faceci to świnie. Jesteśmy nim nader często uraczeni, ale przecież zawsze i wszędzie seksiści to my! Zwykle też nie chce mi się udawać i przykrawać się do takiego czy innego ideału mężczyzny.
Moja propozycja jest nader prosta. Skoro nikt naprawdę nie wie, jaki ma być idealny mężczyzna – to dajmy sobie z tym spokój. Nie próbujmy realizować wizji ze stereotypów, ani też z takich czy innych porad. Bądźmy normalni. Najlepiej trochę nieobliczalni. Czasem nieczuli i brutalni, czasem wrażliwi i wyrozumiali. A co!
Dopowiem jeszcze jedno. Nie ma czegoś takiego, jak idealny mężczyzna. Tak samo, jak nie ma idealnej kobiety. Tak pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Nie szukajmy wzajemnie ideałów. Warto za to mieć dla siebie nawzajem nieco wyrozumiałości. No i nasze panie powinny pamiętać, że nawet największy bohater, któremu testosteron niemal kapie uszami, też może od czasu do czasu mieć gorszy dzień.